Kilka lat temu nie śniło się nam nawet, że tak niedobre urządzenie, jakim jest komputer, może mieć jakikolwiek związek z motoryzacją. Obecnie w większości samochodów komputer "pokładowy" stanowi prawie że standardowe wyposażenie; okazuje się jednak, że związków komputera z motoryzacją jest znacznie więcej.
Podczas wizyty w jednym ze sklepów PEWEX-u przypadkowo zupełnie dowiedziałem się, że dwa chla-pacze ze znakiem firmowym dc samochodu zagranicznego kosztują jedyne 36 dolarów; jest to cena podejrzewam, całkiem rozsądna i prawdopodobnie nawet PEWEX ma na takie chlapacze zbyt, skoro są one dostępne.
Oczywiście człowiek zdrowy na umyśle nigdy danych chlapaczy nie kupi za równowartość 250000 złotych, lecz pójdzie do pierwszego lepszego sklepiku prywatnego albo zwinie sąsiadom dwie gumowe wycieraczki spod drzwi. Dorobienie odpowiednich wsporników metalowych zleci się panu Ziutkowi w państwowej tokarni za 5 tysięcy i kłopot z głowy. Żelazne prawa rynku dowiodły, że chlapacz zachodni wcale nie jest lepszy od krajowego, zwłaszcza jeśli się jeździ po tak równych drogach, jak warszawskie ulice, gdzie nierzadko można urwać cały tylny most z bagażnikiem włącznie, a nie tylko głupi chlapacz.
W tejże samej sieci sklepów komputer Commodore 128D dzięki niesłychanej łasce speców od handlu staniał obecnie do ceny 540 USD, która to cena byłaby może nawet i aktualna, ale w 1985 roku. Jakie są efekty tego kroku dla samego PEWEX-u nie wiem; wiem tylko tyle, że komputer AMIGA można kupić bez żadnych problemów na giełdzie za 400-450 USD co oznacza, że prywatny import znacznie lepiej wczuł się w sytuację, aniżeli przedsiębiorstwo w zasadzie predestynowane do robienia takich transakcji. Nie da się bowiem żadną miarą ukryć, że AMIGA jest komputerem o niebo lepszym od wspominanego C-128D i budzi obecnie znacznie więcej zachwytu, choćby ze względu na szybkość, grafikę czy nowszy procesor.
Niestety PEWEX albo AMIGI nie lubi, albo nie zdaje sobie sprawy, jak dobry interes można na niej ubić. Co prawda słyszałem plotki, że AMIGA objęta jest embargiem technologicznym, co jest o tyle wesołe, że ATARI 520ST i pokrewne niewiele różnią się od wspominanej AMIGI pod względem technologicznym, a jednak w jakiś niewątpliwie cudowny sposób docierają i zalegają półki.
Odrębną i niezmiernie frapującą sprawą są zielone monitory produkcji rodzimej z powodzeniem sprzedawane na giełdzie za 30 dolarów. Mój niekłamany zachwyt i podziw wzbudza tu fakt, że na monitorze można czasem wyświetlać różne zielonkawe napisy, a na dolarze nie. Dziwnym trafem jednak kolor obydwu jest jakby ten sam.
Nikt mi nie wmówi, że nasz przemysł elektroniczny nie wie, jak się monitory produkuje; swego czasu kosztowały one nawet drożej od telewizorów, co było najlepszym dowodem na następne prawo rynkowe, że mniejsza ilość podzespołów może kosztować znacznie drożej pomimo identycznej konstrukcji. Niezbite jest, że swego czasu monitory były, teraz ich nie ma, do czego jesteśmy od jakiegoś czasu przyzwyczajeni. Tu komputery mają przewagę nad motoryzacją, gdzie opon na przykład poza PEWEX-em lub giełdą się nie zobaczy: zastanawiam się tylko, czy ktokolwiek prowadzi w kraju statystykę, ile osób już zginęło dzięki jeździe na łysych lub uszkodzonych oponach. Takiego niebezpieczeństwa nie ma w wypadku monitorów; to, że kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi popsuje sobie wzrok, gapiąc się w migoczące telewizory, nikogo specjalnie nie obchodzi.
Z drugiej strony miłe jest, że monitor jest na giełdzie tańczy od pary chlapaczy; na chlapaczach dane można co najwyżej wyryć, a długotrwałe wpatrywanie się w znak firmowy może doprowadzić do niezdrowych i niesłusznych porównań i skojarzeń. Ponadto za brak chlapacza rypną Ci mandat, a za brak monitora i popsuty wzrok nie.
Mój znajomy twierdzi, że bajtodolar (symbol B$ - nie mylić ze zmienną tekstową B$), który całkowicie zmonopolizował rynek mikrokomputerowy w kraju, nie ma szans wpływania do sakiewki PEWEX-u dopóki specom od nakładania marż i podatków nie wyświetli się komunikat STRING TOO LONG, ERROR podczas kalkulacji nowej "atrakcyjnej" ceny. Moim zdaniem nie ma obawy - oni nie mają przecież monitorów, bo i skąd.
Klaudiusz Dybowski
Bajtek, grudzień 1989